Komputer

Komputer

NIE SPRZYJAJĄCA ATMOSFERA

  • Czerwiec 2, 2016 8:02 am

Taka atmosfera oczy­wiście nie sprzyjała powstawaniu nowych wspólnot. W drugiej połowie lat pięćdziesiątych rozpoczął się jednak powolny proces decentra­lizacji, który uległ przyspieszeniu w latach sześćdziesiątych, zmieniła się struktura kiero­wania społeczeństwem. Dotychczas jednolity, ściśle spójny system instytucji porozrywał się, pojawiły się rysy i pęknięcia: rozdzielające w pionie instytucje różnych szczebli, zaś w pozio­mie — instytucje centralne od lokalnych, po­szczególne przedsiębiorstwa od siebie itp. Przy usuwaniu tych wyrw miały być pomocne dwa nowe mechanizmy (które zarazem powiększały i pogłębiały wspomniane wyrwy w systemie in­stytucji). Jednym z nich jest rynek — zespół jawnych, częściowo ukrytych i całkowicie ukry­tych mechanizmów rynkowych oraz mechaniz­mów wymiany, pośredniczący już dziś w dużej mierze między poszczególnymi przedsiębiorst­wami, między producentami a konsumentami.

WIELE ZALEŻY OD WARUNKÓW

  • Czerwiec 2, 2016 8:01 am

Wiele zależy także od ważnych i często nie do­cenianych warunków obiektywnych. Oczywiś­cie nie rozgrzesza to nikogo, ale zobowiązuje do starannego badania przeszkód obiektywnych i szukania sposobów ich eliminacji. Przeanalizujemy tu dwie główne grupy czyn­ników przeszkadzających w powstawaniu wspól­not. Najpierw zbadamy czynniki kryjące się w strukturze społecznej, potem zaś — w ukształto­wanych formach ludzkich zachowań.Na przełomie lat czterdziestych i pięćdzie­siątych wydawało nam się, że wszystko da się zaplanować, wykbmać i skontrolować centralnie; nie ma więc potrzeby uczestnictwa społecznego, wewnętrznego ruchu społeczeństwa, spontanicz­nych ludzkich tendencji, zrzeszania się — wszy­stko to raczej psułoby plany i zagrażałoby istniejącemu porządkowi.

KSZTAŁTOWANIE I ROZWÓJ ZACHOWAŃ

  • Czerwiec 2, 2016 8:01 am

Jest to prawda, ale nauczyciel na pewno lepiej przysłużyłby się sprawie kształtowania i rozwoju demokratycz­nych zachowań oraz skłonności, gdyby zamiast likwidować wspólnoty, starał się wciągnąć po­wstające spontanicznie grupy w proces naucza­nia, apelując do odpowiedzialności członków tych wspólnot nazwa jem wobec siebie oraz wo­bec całej klasy. Stosunki między takimi wspól­notami oraz ich rywalizacja mogłyby stać się szkołą demokratycznego współżycia społeczne­go; powierzanie powstałym wspólnotom odpo­wiedzialności za los jednostek pozostających poza nimi rozwijałoby dojrzałość społeczną du­żo lepiej niż atomizacja całej klasy, rozwijająca tylko obojętność w stosunku do siebie nawza­jem (i do wszystkiego). Mutatis mutandis: można by wyliczać jeszcze wiele przykładów z licznych dziedzin praktyki naszego żyda społecznego.

WYCHOWAWCA KLASY

  • Czerwiec 2, 2016 8:00 am

Wspomnijmy tu przykład niewinny, ale mający wartość pewnego modelu; modne dziś jeszcze w wielu szkołach przesadzanie ucz­niów co miesiąc czy kwartał. Wychowawca kla­sy co pewien czas rozdziela zgrane pary czy też całe „wspólnoty ławkowe”, wychodząc z zało­żenia, że powstałe więzy koleżeńskie oraz dzia­łające także w czasie lekcji kanały informacyj­ne absorbują uwagę dzieci. Po rozbiciu systemu związków zatomizowana, zdezintegrowana kla­sa lepiej ma wchłaniać walącą się na nią lawi­nę wiadomości. Możliwe, że metoda ta trochę poprawia wyniki nauczania. Co więcej, na jej obronę można przytaczać nawet argumenty społeczne. Na przykład dzieci, które pozostały poza utworzoną siecią związków, po przesadze­niu mogą się znaleźć w korzystniejszej sytuacji.

OPÓŹNIONY ROZWÓJ

  • Czerwiec 2, 2016 8:00 am

Dziś zagadnieniem ważniejszym od rozkładu dawnych wspólnot jest pytanie, dlaczego na ich miejsce nie powstały nowe, bądź też, dla­czego powstało ich dużo raniej, niż wymagały tego potrzeby jednostek i społeczeństwa? Dla­czego kolektywy powstałe samorzutnie lub stworzone sztucznie nie przekształciły się w prawdziwe wspólnoty? Jako pierwsza ciśnie się nam na usta odpowiedź: nie powstały, bo zde­cydowanie zakazywano ich tworzenia i prze­szkadzano- w nim. Każdy z nas ma tu wiele do­świadczeń, często niedobrych^ Istnieje rzeczy­wiście wiele zapór oraz administracyjnych przeszkód hamujących spontaniczne powstawa­nie wspólnot. Na każdym poziomie praktyki społecznej jest wdelu ludizi na stanowiskach, którzy uważają, że niepotrzebne jest sponta­niczne stowarzyszanie się społeczeństwa, gdyż dobrze działające kierownictwo i bez tego roz­wiąże każdy problem, zaś rozplenianie się wspólnot utrudniałoby tylko podejmowania de­cyzji, przeszkadzałoby w administrowaniu i mą­ciłoby przejrzystość porządku społecznego.

SŁUSZNA KRYTYKA

  • Czerwiec 2, 2016 7:59 am

jeśli słuszna była i jest do dziś krytyka kierunku zaangażowania politycz­nego i roli wspomnianych organizacji młodzie­żowych, to przeczą temu cierpienia wielu póź­niejszych pokoleń iz powodu braku organizacji wprawdzie o innej treści społeczno-światopoglądowej, ale o podobnej strukturze. Tak samo bo­leśnie społeczeństwo odczuło likwidację wspól­not „dorosłych”, takich jak: stowarzyszenia ro­botnicze i chłopskie, robotnicze i wiejskie kółka czytelnicze i wiele innych form kultury robot­niczej form, których od tego czasu nie udało się już odtworzyć. Nie wspomnę tu już o szko­dach, jakie wyrządziła pośpieszna likwidacja demokratycznych wspólnot i organizacji — na przykład kolegiów ludowych — jakie powsta­ły już po wojnie.

WYGINIĘCIE WSPÓLNOT TRADYCYJNYCH

  • Czerwiec 2, 2016 7:58 am

Pomyśl­my także o nieporównanie tragiczniejszej w skutkach, nieludzkiej akcji, jaka rozpoczęła się rozbiciem form bytowania oraz związków spo­łecznych całej grupy etnicznej, a zakończyła fizyczną zagładą setek tysięcy ludzi.  Zawierucha wojenna, towarzysząca jej węd­rówka ludów, chaos, niewola także poczyniły wielkie spustoszenia w tkance życia społeczne­go. Pierwsze lata powojenne były więc okresem odbudowy nie tylko miast, fabryk, kolei, ale także więzów i zależności międzyludzkich, spo­łecznych.Przemiany gospodarcze, jakie rozpoczęły się na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesią­tych, związane z nimi poziome i pionowe ruchy migracje z jednej części kraju do drugiej, a także przemieszczenia poszczególnych warstw społecznych np. ze wsi do miasta poruszyły z miejsca zamieszkania czy też z zajmowanych pozycji społecznych miliony ludzi, wyzwalając ich bądź wyrywając z tradycyjnych wspólnot.

DOTKLIWY BRAK

  • Czerwiec 2, 2016 7:58 am

Dotkliwy brak wspólnot prze­słania nam dziś kryjące się w nich bardzo na­wet realne- zagrożenia; w dalszym ciągu rozwa­żań będziemy jednak traktowali wspólnoty jako wartość pozytywną z punktu widzenia jedno­stki i społeczeństwa i dopiero na końcu wróci­my do kryjących się w nich niebezpieczeństw. Wyróżniamy dwa zasadnicze typy wspólnot: wspólnoty bezpośrednie oraz ideowe. Członko­wie wspólnoty bezpośredniej znają się osobiście: wiążą ich bezpośrednie związki, znajdują się w ściśle określonym punkcie przestrzeni społecz­nej. Wspólnotą taką może być krąg przyjaciół, zgrany kolektyw pracowniczy, sekta, stowarzy­szenie, klub, spółka, społeczność związana miej­scem zamieszkania litd. Natomiast członkowie wspólnoty ideowej mogą żyć nawet daleko od siebie; świadomość wspólnych interesów, celów, wartości łączy ich niezależnie -od tego, czy zna­ją się osobiście.

KOLEJNY CZYNNIK

  • Czerwiec 2, 2016 7:57 am

Czwarty czynnik jest właściwie obecny już w sformułowaniach trzech poprzednich (użyłem bowiem określenia „wspólny”, a nie „jedna­kowy” interes, wskazującego na świadomość zbieżności interesów); zachodzenie na siebie występuje także między pozostałymi trzema czynnikami — cele często trudno jest odróżnić zarówno od interesów, jak i od wartości — ale lepiej będzie także z praktycznego punktu wi­dzenia, nie tylko dla potrzeb analizy, jeśli te cztery czynniki będziemy rozważali oddzielnie. W praktyce bowiem występują one w różnych wspólnotach w różnym nasileniu i w zależności od tego, który z nich dominuje, kształtuje się natura danej wspólnoty. Ogólnie można jednak stwierdzić, że im więcej spośród tych czterech czynników występuje w dużym nasileniu w da­nej społeczności,  tym większa jest jej we­wnętrzna spójność — jej skuteczność oraz od­porność na oddziaływania zewnętrzne.